Serwis negatywny. Krytyka tego co brzydkie, głupie i wredne. Wskazówki co robić, by było Ci lepiej.
wtorek, 20 czerwca 2006
Gramy w piłkę
Gazeta.pl pastwi się nad naszymi chłopakami, publikując pomysły na nowy napis na autobusie polskiej reprezentacji:
Handel obwoźny - gipsowe krasnale
Nam strzelać nie kazano
To jest miejsce na Twoją reklamę
Aczkolwiek
My tylko przejazdem
A rzeczywistość nie jest różowa. Może to dlatego że jesteśmy białoczerwoni i nigdy się nam barwy nie mieszają. Zawsze wiadomo, którzy są biali, a którzy czerwoni. O. I jak politycznie się od razu zrobiło.
sobota, 17 czerwca 2006
Nieslychane
Uwaga, po lekturze gazety.pl można sie zapienic ;-) Prezydent Bialej Podlaski mowi:
Nie wiem, czemu NIK się czepia, ja tylko przekroczyłem swoje kompetencje, ale przecież wycofałem się z tej decyzji.

gazera.pl: Skarb państwa stracił jednak dziewięć milionów złotych - takie pieniądze mógłby zyskać, gdyby lotnisko dzierżawiła spółka wnosząca opłaty
Wniosek - nasza nieswiadomosc o takich sprawach to blogoslawienstwo. Pozdrawiamy mlodych, naiwnych, co mysla, ze u nas cos można bez kontaktow zrobic. Na zachodzie kontakty tez sa kluczowe. Menadzer ze smartfonem pelnym adresow czyni cuda, tylko ze tam inaczej sie te adresy zdobywa.
środa, 14 czerwca 2006
Pączki jedzą pączki

"...Ostrożnie z fast foodami, gotowymi ciastami i zupkami w proszku. Wszystkie zawierają szczególnie niebezpieczny rodzaj tłuszczów, które - jak to właśnie udowodnili naukowcy - powodują wyjątkowo szybkie przybieranie na wadze..." - gazeta.pl
Kto wyprodukował i wychował takiego potworka. Czy on nosi grubą kurtkę? Nie, to tylko cielsko. I co za wyraz twarzy. Pewnie ten wyraz twarzy też pozostanie mu na starość. Ludzie, co wy robicie, ze sobą i swoimi dziećmi. Czy przyjemność z żarcia jest tak istotna, by niszczyć swe ciało?

Nie, nie jesteście słoniami morskimi, kretyni, jesteście ludźmi którzy w swej naturalnej i zdrowej sylwetce nie trzęsą brzuchem. Wszelkie odmienności to żadna przyjemność, ale po prostu stan nienaturalnej choroby.
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Nie fikaj Misztalowi
"...Poseł Piotr Misztal, który w listopadzie awanturował się w łódzkiej dyskotece Viva, robi wszystko, by lokal został zlikwidowany. Urzędy zasypał listami i apelami o zamknięcie dyskoteki i ukaranie jej właściciela. Jego wysiłki przyniosły skutek, bo magistrat wszczął właśnie postępowanie w sprawie odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu w klubie..." - gazeta.pl
W dyskotekach zawsze można w ryło zarobić, ale niektórzy bardziej to prowokują swoim zachowaniem. Nie wiem co robił Misztal w tej dyskotece, ale wiem że Misztal prowadzi ciekawe życie. Raz się ściga z Rutkowskim by przetestować nową brykę, innym razem bierze udział w dyskotekowej awanturze. Do tego poseł i bogaty biznesmen. A gdy przyszła kontrola, to on ich po prostu nie wpuścił. A co! No normalnie król życia, nieprawdaż? :-P Jak donosiła Gazeta w listopadzie:
Poseł Piotr Misztal zjawił się w dyskotece Viva Life z kolegami. Był pijany i agresywny. Chciał się bić z gośćmi, ubliżał im. Gdy został zignorowany, poszedł na widzewski komisariat. Tam wylegitymował się i zgłosił naruszenie nietykalności cielesnej. Twierdził, że został uderzony, a kłótnia dotyczyła dobrego imienia Samoobrony. Policjanci odwieźli Misztala do komisariatu śródmiejskiego, aby złożył zawiadomienie o przestępstwie. To się nie udało. Poseł nie mógł się zdecydować, kto go ma przesłuchać. Jeden funkcjonariusz mu nie pasował, bo rzekomo nie umiał pisać. Drugi miał być jego zdaniem zmęczony. W pewnej chwili poseł wyjął telefon i "zadzwonił" do wicepremiera Ludwika Dorna. "Zwolnij ich wszystkich, są skorumpowani i już za długo pracują. Wszystkich, Ludwik, wszystkich! Dobra, na razie!" - krzyczał do słuchawki. Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, gdy po przejrzeniu zapisu z monitoringu okazało się, że poseł nie ucierpiał w dyskotece.
wtorek, 06 czerwca 2006
Polityczna masakra w Somalii
"...Islamiści zdobyli kontrolę nad Mogadiszu. Somalia może stać się nowym frontem w amerykańskiej wojnie z terroryzmem. Somalijscy talibowie ze Związku Sądów Szariackich oznajmili wczoraj, że kontrolują całą stolicę kraju. Somalijscy watażkowie, którzy od 15 lat terroryzowali i grabili Mogadiszu, zostali z niego przepędzeni. Klęska watażków jest też klęską Amerykanów, którzy po latach walki z nimi ostatnio ich wspierali..." - gazeta.pl
Mamy nowy Afganistan! Kolejne religijne państwo całkowicie oderwane od międzynarodowej rzeczywistości. Osama i jego koledzy się cieszą, bowiem mają gdzie szukać schronienia. Amerykanie na pewno są załamani, bowiem ponownie muszą wkroczyć do walki, "na trzecim końcu świata", po Iraku i Afganistanie.

Wbrew pozorom, to fantastyczne rozwiązanie problemu Somalii! Od ponad 15 lat w Somalii panuje przerażający chaos i zniszczenie. Miejscowi bandyci grabią, mordują i bogacą się za zachodnie pieniądze. A ludzie? Ludność Somalii głoduje i wymiera na skutek AIDS. Somalii jako państwa - praktycznie nie ma. To upadłe państwo, państwo wirtualne. Istnieje na mapie, ale w rzeczywistości nie istnieje. Nie ma prawa, nie ma organizacji. Tylko miejscowe Runcajsy.

Wbrew pozorom, to dobrze dla ludu somalijskiego. Wreszcie porządek, wreszcie władza i zorganizowany system. Chociażby religijny. Wreszcie oczyszczenie ulic Mogadiszu z syfu. Wreszcie likwidacja chaosu. Owszem - będzie porządek niedemokratyczny, religijny, ale to zawsze jakiś porządek. Wszechwładza bandytów zostanie zamieniona na muzułmański porządeczek, gdzie kradzież kończy się odcięciem ręki.

Bush się smuci, ale cieszą się niektórzy amerykańscy wojskowi. Teraz zemszczą się za rok 1993 ("Helikopter w ogniu"). Tym razem jednak nie wpuszczą do akcji żołnierzy, jak wtedy. Najpierw wytłuką wszystko co się rusza bombami.
niedziela, 04 czerwca 2006
U nas zimno, a w Japonii
...Japoński rząd po raz drugi prowadzi "kampanię bezkrawatową". Członkowie gabinetu promują nieformalny styl ubierania się do pracy, pokazując się publicznie bez marynarek i krawatów...
Aż oniemiałem. Czyżby tak porządna i sztywna Japonia, pragnęła wysunąć się na czoło walki z biurowym sztywniactwem międzynarodowych korporacji? Przez chwilę już widziałem oczyma wyobraźni te zastępy Japończyków bięgnących w kimonie do pracy (czy jak to oni nazywają).
"...Ma to ułatwić przetrwanie letnich upałów. Zachętom do nieformalnego ubierania się towarzyszy bowiem postulat, aby biurowe klimatyzatory ustawiać na wyższe temperatury. Kampania ma na celu zmniejszenia energii zużywanej przez klimatyzatory..." - gazeta.pl
Czyli po staremu. Niby buntowniczo, niby wbrew stereotypom, ale wszystko jakoś wróci do normy. A może będzie gorzej, bo i dziś słyszymy o przypadkach "karoshi" - śmierci z przepracowania. Jeżeli biedaczkom podgrzejemy atmosferę, będą padać jak małe muszki. A pamiętajcie, Japończycy. Nie ma Was tak dużo, jak Chińczyków.