Serwis negatywny. Krytyka tego co brzydkie, głupie i wredne. Wskazówki co robić, by było Ci lepiej.
piątek, 04 sierpnia 2006
Otylia znowu sobie pływa
"...Otylia Jędrzejczak w rekordowym tempie wraca do międzynarodowego pływania. Nie chce tego przyznać, ale nie zadowoli jej nic poniżej złota na jej ulubionym dystansie - 200 m st. motylkowym...." - gazeta.pl

Grzejemy 150 na godzine po nieodpowiedniej drodze, powodujemy wypadek, śmierć człowieka, a potem wracamy do punktu wyjścia? Jak to? Najwidoczniej ktoś uznał, że Otylia już żałuje za swoje grzechy i można jej wybaczyć. Wystarczy, że sumienie ją gryzie.

Świetnie, to może trochę oczyścimy polskie zapchane więzienia. Puścić między odsiadujących ankietę. Żałujesz chłopie swego czynu? Gryzie cię sumienie? Tak! Bardzo! Świetnie, to jeszcze jakiś okres próbny i idź na warunkowe zwolnienie. Tak będzie po chrześcijańsku.

Prokuratura Rejonowa w Płońsku wystąpi wkrótce o trzecią opinię biegłych, która ma określić przyczynę ubiegłorocznego wypadku (...) W pierwszej ekspertyzie biegli orzekli, że przyczyną wypadku była nadmierna prędkość - 130 do 150 km/h -  oraz kontynuowanie wyprzedzania za pojazdem ograniczającym widoczność drogi. W drugiej opinii inni specjaliści orzekli, że prędkość, z jaką jechała pływaczka, była o wiele mniejsza, nawet o około 40 km/h, a ona sama nie ponosi winy za zdarzenie. Obie grupy ekspertów wybrała płońska prokuratura, drugi zespół biegłych został powołany na wniosek adwokatów Otylii J. - sports.pl

Miał być trzeci zespół biegłych, no ale się rozeszło po kościach.

A co Ciebie wkurza?
czwartek, 03 sierpnia 2006
Pomścił coś
"...gangster "Goebbels" zgodę na broń dostał od policji. Wcześniej kilka razy zdemolował lokal, odkąd trzy lata temu prowadząca go 29-letnia Eleonora O. odrzuciła jego względy.Tym razem wszedł do baru i zastrzelił ukochaną. Po chwili Adam B. wycelował broń w ojczyma Eleonory O. i przestrzelił mu kolano. Ostatni strzał trafił Mariusza B.
Po wszystkim Adam B. wyszedł przed bar, przyłożył pistolet do głowy i pociągnął za spust. Zmarł w karetce. Dwóch postrzelonych przez niego mężczyzn trafiło do szpitala. Mariusz B. zmarł po kilku godzinach..." - gazeta.pl

Poszedł na całość i zrobił po swojemu. Taki to wszystko może i nikt go nie tknie. Może chociaż po śmierci czeka go zasłużona kara. Czasem wiara w piekło przydaje się dla spokoju ducha, nieprawdaż? Z drugiej jednakże strony, co to znaczy "odrzuciła jego względy". Czyż wcześniej nie wpakowała się sama w całą historię nawiązując jakiekolwiek relacje z ludzmi tego pokroju? Wniosek dla potomnych niech będzie taki - nie będziesz miała kobieto dobrego męża z gangstera, ok?

Acha, co do sytuacji z giwerą. Świetnie ktoś to podsumował. "Stary, weź se spluwe, jak ktoś będzie fikał, to go odstrzel". Super.

niedziela, 30 lipca 2006
Ikonowicz zatrzymany!
"...Lidera Nowej Lewicy, byłego szefa Polskiej Partii Socjalistycznej Piotra Ikonowicza zatrzymano na trasie nr. 8 niedaleko miejscowości Zwierzyniec - dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródeł zbliżonych do policji. Ikonowicz, przekroczył prędkość, nie miał też przy sobie prawa jazdy. Temistokles Brodowski z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji potwierdził, że doszło do takiego zdarzenia..." - gazeta.pl

Dawno już o nim nie słyszeliśmy, a to był bardzo mądry polityk, prawdziwy wódz, wręcz mąż stanu, a przy tym zwolennik demokracji. Nie tylko teoretyk, ale i praktyk. Świetnie dowodził swoimi podkomendnymi. Do tego doskonały zarządca. Znał się na organizacji i na prawach rządzących ekonomią. Kupcy mogli liczyć na jego polityczne wsparcie, bowiem tak światły człowiek potrafił zrozumieć ich rolę w budowaniu nowoczesnej gospodarki.

Ograniczył prawa aeropagu i wzmocnił działalność Zgromadzenia Ludowego.Był także archontem ateńskim – jednym z dziewięciu najwyższych urzędników, którzy mieli roszerzone kompetencje w sprawach prawnych i sądowych - wg Wikipedii

Gdzie nad morze
"...Po zbombardowaniu przed dwoma tygodniami przez Izrael zbiorników mazutu na libańskim wybrzeżu Morzu Śródziemnemu grozi największa w dziejach katastrofa ekologiczna - oświadczył w wywiadzie dla AFP libański minister ochrony środowiska, Jakub Saraf..." - gazeta.pl

Jak ktoś słusznie zauważył, kto jest bardziej winien. Wariaci, którzy budowali toksyczne zbiorniki 25 metrów od morza, czy wariaci, którzy te zbiorniki zbombardowali? Nie wróżę wielkich sukcesów biznesowych właścicielom bazy turystycznej w rejonie Izraela i Libanu. Pomijając już fakt wściekłej wojny w tym roku, to i lata kolejne wydają się być stracone.

Nie marudźcie, jedźcie nad Bałtyk, wspierajcie swoich.

środa, 26 lipca 2006
Rodacy wyrabiają renomę
Grupę 87 Polaków, pracowników firmy remontowej z Trójmiasta wracających z pracy w Australii, wysadzono we wtorek wieczorem z samolotu na lotnisku w Singapurze - poinformował ambasador RP w tym kraju, Bogusław Marcin Majewski. "W trakcie lotu kilku Polaków złamało przepisy, pijąc alkohol i paląc tytoń na pokładzie samolotu. Świadkowie relacjonowali, że czterech z nich było kompletnie pijanych. Ich zachowanie wywołało ostrą reakcję kapitana samolotu, który (...) po lądowaniu w Singapurze postanowił wysadzić całą grupę" - tłumaczył ambasador. Z Polakami na lotnisku przebywa konsul Krzysztof Bartczak.

I co, dziwicie się, że wysadzili wszystkich? Dziwicie się, że każdego Polaka postrzega się jako złodzieja i pijaka? (Bo każdy pijak to...). Jest taki niemiecki kawał. Samochodem jedzie Turek, Rosjanin i Polak. Kto prowadzi? Odpowiedź w komentarzach.

Teraz zapewne polski konsul pilnuje rodaków na lotnisku. Pilnuje... Trzyma głowę nad kiblem, żeby nie zarzygali singapurskich ubikacji?

wtorek, 25 lipca 2006
Upał!
Powoli zaczynam rozumieć południowe ludy Europy, rozumiem ludy afrykańskie. Nazywa się je leniwymi, no ale komu się chce pracować w takim klimacie?

Owszem, niektórzy muszą, ale pomijając sytuacje przymusowe, jakże pracować z własnej woli w obecnej sytuacji pogodowej?

Każdy ruch grozi falami gorąca, poceniem się i wrażeniem nadchodzącego omdlenia. Może to przesadna reakcja, może ludzkie ciało więcej zniesie. Ale przecież ci ludzie chcą żyć, a nie wytężać się do granic wytrzymałości fizycznej.
wtorek, 18 lipca 2006
Cwaniaczki
Wrocilem z nad morza. Nad morze pojechalem pociagiem i ju? na stacji Wladyslawowo by?o mi dane spotkac sie z przestawicielami tzw. miejscowej komercji i marketingu. I nie chodzilo tylko o wolne pokoje. Wystarczylo 5 minut niezdecydowania przed mapa miejscowosci, by wyrosl przede mna (jakby spod ziemi) tzw. miejscowy cwaniaczek. Hawajska koszula i slomkowy kapelusz. Niech mnie cholera. Jakies 40-50 lat. Zaraz zaczely sie oferty.

Nie, nie chce informacji turystycznej i nie, nie potrzebuje noclegu. Mam na ulicy Zytniej. Ze co? Mo?e pan podwiezc? A za ile? 15zl? Jest pan pewien, ze taksowkarz wezmie wiecej? E, ja i tak pojade taksowka. I pojechalem. Tasowkarz wzial 8zl.
poniedziałek, 17 lipca 2006
Korporacyjni bogowie
"...Były prezes Enronu, Jeffrey K. Skilling, także odegrał znaczącą rolę w doprowadzeniu do upadku spółki, ponieważ bezpośrednio nią zarządzał i to on wyznaczył styl, w którym chciwość i oszustwa księgowe były na porządku dziennym. W latach świetności Enronu, Skilling pogardliwie odnosił się do osób, które jego zdaniem intelektualnie stały niżej od niego, mówiąc że "niczego nie rozumieją". Jego poplecznicy wiedzieli, że za takiego właśnie uważał swojego szefa, Kena Laya(...)

W kryzysowej sytuacji Lay oznajmił światu, że przyszłość Enronu nigdy nie przedstawiała się lepiej. Nie było to zwykłym korporacyjnym łgarstwem - to było myślenie życzeniowe. Zdecydowanie niesłuszne. Bardzo wiele z działań Laya, gdy kierował Enronem, opierało się na takim myśleniu. W ostatecznym rachunku jego największym błędem było to, że chciał postrzegać sytuację taką, jaką chciał ją widzieć, a nie jaka naprawdę była. Nie posiadał zdolności trzeźwej oceny, jaką musi cechować się dobry prezes czy dyrektor. (...) Latał odrzutowcem do Indii albo Brazylii, czy w wiele innych miejsc, aby pomóc zawrzeć umowę na budowę elektrowni, nie mając nawet pojęcia, czy taka transakcja ma sens ekonomiczny (często nie miała, co także przyczyniło się do upadku Enronu). (...) W roku 1997 nie dopuścił, aby prezes Richard D. Kinder został dyrektorem zarządzającym. Sądził, że Kinder nie ma dość ogłady, by pełnić tę funkcję. Nie zdawał sobie sprawy, że ostry styl zarządzania Kindera był dokładnie tym, czego potrzebowali pracownicy Enronu, by trzymać ich w ryzach. Później popełnił jeszcze większy błąd, awansując Skillinga na prezesa, nie zastanawiając się, czy ten nadaje się na to stanowisko..." - gazeta.pl
Bardzo trudno jest wyznaczyć cienką granicę, między wizjonerską odwagą Billa Gatesa, a błądzeniem w ciemnościach słabego prezesa. Prezes korzysta z pewnego zasobu informacji statystycznych i ekonomicznych, by na ich podstawie decydować o kierunku rozwoju przedsiębiorstwa. Wszystko ponad prognozę stanowi zgadywankę menadżera. Prognozują na jutro chmury, słońce i przelotne opady. Bierzemy na grilla parasol, czy dodatkowy kosz żarcia? Trzeba zgadywać. Geniusz wie, co wybrać.

Problem polega na tym, że zarówno geniusz jak i samozwańczy geniusz posługują się tym samym zestawem słów, wyrażeń i haseł, by uzasadnić swoje działania. Rzeczywistość i wyniki ekonomiczne, weryfikują pomysły zarządu spółki. Tylko pytanie, gdzie do cholery jest rada nadzorcza, która powinna pojąć w porę, że firmą kieruje głupi wariat, a nie szalony wizjoner.
Śmietnisko
"...Według Krajowej Izby Gospodarczej miesięcznie do Polski sprowadza się legalnymi i nielegalnymi kanałami 50-100 tys. ton odpadów komunalnych. W tym czasie nasze rodzime śmieci zalegają na wysypiskach..." - gazeta.pl
Co jest, kurde, nie potrafimy nawet wyprodukować własnych śmieci. Informacje docierające do typowego zjadacza chleba są niespójne. Trochę nieelegancko babrać się w śmieciach informacji, ale... spójrzcie:
Z jednej strony obowiązek segregacji śmieci, zróżnicowanie cen odbioru śmieci segregowanych i niesegregowanych. Widoczna już niekiedy na ulicach polskich miast praca "mrówek", czyli pracowników segregujących śmieci...
...A z drugiej strony informacja o masowym sprowadzaniu do Polski segregowanych śmieci, które mają być przetwarzane przez polskie zakłady utylizacji śmieci. To jak jest?
wtorek, 11 lipca 2006
Z bani
Oto najpopularniejszy film tych dni. Zinedine Zidane, być może największy piłkarz naszych czasów, na oczach miliarda ludzi przed telewizorami, tłucze z główki obrońcę, który wyzywa jego matkę od "terrorystycznej kurwy". Jak powiedział piłkarz Francji David Trezeguet, są na świecie ważniejsze rzeczy od Mistrzostwa Świata, rzeczy, dla których warto przywalić komuś z bani.

Komu i za co Wy byście przywalili?
niedziela, 02 lipca 2006
Nasi grają
"...- Co mnie nakręca przed meczem? Jak to co?! Wiadomo, że nie ma nic lepszego niż polski hip-hop! - mówi "Super Expressowi" Łukasz Podolski (21 lat), który dzisiaj będzie siał postrach pod argentyńską bramką. - W drodze na stadion puszczam sobie Mezo i już jestem naładowany - przyznaje "Poldi".

A sam Mezo nie może uwierzyć, że jego muzyka pomaga strzelać gole Podolskiemu! Kiedy zadzwoniliśmy do Mezo, żeby porozmawiać o tym, jak pomaga "Poldiemu", był bardzo zaskoczony. ..." - Super Express
I jak tu nie kibicować Niemcom? Przecież na ataku grają "nasi". Zresztą, ciężko nawet powiedzieć kto jest bardziej "nasz", Smolarek czy Poldi i Klose, w końcu wszyscy od lat siedzą poza Polską, chyba nawet to Poldi więcej przesiedział w Polsce niż Smolarek.
wtorek, 20 czerwca 2006
Gramy w piłkę
Gazeta.pl pastwi się nad naszymi chłopakami, publikując pomysły na nowy napis na autobusie polskiej reprezentacji:
Handel obwoźny - gipsowe krasnale
Nam strzelać nie kazano
To jest miejsce na Twoją reklamę
Aczkolwiek
My tylko przejazdem
A rzeczywistość nie jest różowa. Może to dlatego że jesteśmy białoczerwoni i nigdy się nam barwy nie mieszają. Zawsze wiadomo, którzy są biali, a którzy czerwoni. O. I jak politycznie się od razu zrobiło.
sobota, 17 czerwca 2006
Nieslychane
Uwaga, po lekturze gazety.pl można sie zapienic ;-) Prezydent Bialej Podlaski mowi:
Nie wiem, czemu NIK się czepia, ja tylko przekroczyłem swoje kompetencje, ale przecież wycofałem się z tej decyzji.

gazera.pl: Skarb państwa stracił jednak dziewięć milionów złotych - takie pieniądze mógłby zyskać, gdyby lotnisko dzierżawiła spółka wnosząca opłaty
Wniosek - nasza nieswiadomosc o takich sprawach to blogoslawienstwo. Pozdrawiamy mlodych, naiwnych, co mysla, ze u nas cos można bez kontaktow zrobic. Na zachodzie kontakty tez sa kluczowe. Menadzer ze smartfonem pelnym adresow czyni cuda, tylko ze tam inaczej sie te adresy zdobywa.
środa, 14 czerwca 2006
Pączki jedzą pączki

"...Ostrożnie z fast foodami, gotowymi ciastami i zupkami w proszku. Wszystkie zawierają szczególnie niebezpieczny rodzaj tłuszczów, które - jak to właśnie udowodnili naukowcy - powodują wyjątkowo szybkie przybieranie na wadze..." - gazeta.pl
Kto wyprodukował i wychował takiego potworka. Czy on nosi grubą kurtkę? Nie, to tylko cielsko. I co za wyraz twarzy. Pewnie ten wyraz twarzy też pozostanie mu na starość. Ludzie, co wy robicie, ze sobą i swoimi dziećmi. Czy przyjemność z żarcia jest tak istotna, by niszczyć swe ciało?

Nie, nie jesteście słoniami morskimi, kretyni, jesteście ludźmi którzy w swej naturalnej i zdrowej sylwetce nie trzęsą brzuchem. Wszelkie odmienności to żadna przyjemność, ale po prostu stan nienaturalnej choroby.
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Nie fikaj Misztalowi
"...Poseł Piotr Misztal, który w listopadzie awanturował się w łódzkiej dyskotece Viva, robi wszystko, by lokal został zlikwidowany. Urzędy zasypał listami i apelami o zamknięcie dyskoteki i ukaranie jej właściciela. Jego wysiłki przyniosły skutek, bo magistrat wszczął właśnie postępowanie w sprawie odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu w klubie..." - gazeta.pl
W dyskotekach zawsze można w ryło zarobić, ale niektórzy bardziej to prowokują swoim zachowaniem. Nie wiem co robił Misztal w tej dyskotece, ale wiem że Misztal prowadzi ciekawe życie. Raz się ściga z Rutkowskim by przetestować nową brykę, innym razem bierze udział w dyskotekowej awanturze. Do tego poseł i bogaty biznesmen. A gdy przyszła kontrola, to on ich po prostu nie wpuścił. A co! No normalnie król życia, nieprawdaż? :-P Jak donosiła Gazeta w listopadzie:
Poseł Piotr Misztal zjawił się w dyskotece Viva Life z kolegami. Był pijany i agresywny. Chciał się bić z gośćmi, ubliżał im. Gdy został zignorowany, poszedł na widzewski komisariat. Tam wylegitymował się i zgłosił naruszenie nietykalności cielesnej. Twierdził, że został uderzony, a kłótnia dotyczyła dobrego imienia Samoobrony. Policjanci odwieźli Misztala do komisariatu śródmiejskiego, aby złożył zawiadomienie o przestępstwie. To się nie udało. Poseł nie mógł się zdecydować, kto go ma przesłuchać. Jeden funkcjonariusz mu nie pasował, bo rzekomo nie umiał pisać. Drugi miał być jego zdaniem zmęczony. W pewnej chwili poseł wyjął telefon i "zadzwonił" do wicepremiera Ludwika Dorna. "Zwolnij ich wszystkich, są skorumpowani i już za długo pracują. Wszystkich, Ludwik, wszystkich! Dobra, na razie!" - krzyczał do słuchawki. Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, gdy po przejrzeniu zapisu z monitoringu okazało się, że poseł nie ucierpiał w dyskotece.
wtorek, 06 czerwca 2006
Polityczna masakra w Somalii
"...Islamiści zdobyli kontrolę nad Mogadiszu. Somalia może stać się nowym frontem w amerykańskiej wojnie z terroryzmem. Somalijscy talibowie ze Związku Sądów Szariackich oznajmili wczoraj, że kontrolują całą stolicę kraju. Somalijscy watażkowie, którzy od 15 lat terroryzowali i grabili Mogadiszu, zostali z niego przepędzeni. Klęska watażków jest też klęską Amerykanów, którzy po latach walki z nimi ostatnio ich wspierali..." - gazeta.pl
Mamy nowy Afganistan! Kolejne religijne państwo całkowicie oderwane od międzynarodowej rzeczywistości. Osama i jego koledzy się cieszą, bowiem mają gdzie szukać schronienia. Amerykanie na pewno są załamani, bowiem ponownie muszą wkroczyć do walki, "na trzecim końcu świata", po Iraku i Afganistanie.

Wbrew pozorom, to fantastyczne rozwiązanie problemu Somalii! Od ponad 15 lat w Somalii panuje przerażający chaos i zniszczenie. Miejscowi bandyci grabią, mordują i bogacą się za zachodnie pieniądze. A ludzie? Ludność Somalii głoduje i wymiera na skutek AIDS. Somalii jako państwa - praktycznie nie ma. To upadłe państwo, państwo wirtualne. Istnieje na mapie, ale w rzeczywistości nie istnieje. Nie ma prawa, nie ma organizacji. Tylko miejscowe Runcajsy.

Wbrew pozorom, to dobrze dla ludu somalijskiego. Wreszcie porządek, wreszcie władza i zorganizowany system. Chociażby religijny. Wreszcie oczyszczenie ulic Mogadiszu z syfu. Wreszcie likwidacja chaosu. Owszem - będzie porządek niedemokratyczny, religijny, ale to zawsze jakiś porządek. Wszechwładza bandytów zostanie zamieniona na muzułmański porządeczek, gdzie kradzież kończy się odcięciem ręki.

Bush się smuci, ale cieszą się niektórzy amerykańscy wojskowi. Teraz zemszczą się za rok 1993 ("Helikopter w ogniu"). Tym razem jednak nie wpuszczą do akcji żołnierzy, jak wtedy. Najpierw wytłuką wszystko co się rusza bombami.
niedziela, 04 czerwca 2006
U nas zimno, a w Japonii
...Japoński rząd po raz drugi prowadzi "kampanię bezkrawatową". Członkowie gabinetu promują nieformalny styl ubierania się do pracy, pokazując się publicznie bez marynarek i krawatów...
Aż oniemiałem. Czyżby tak porządna i sztywna Japonia, pragnęła wysunąć się na czoło walki z biurowym sztywniactwem międzynarodowych korporacji? Przez chwilę już widziałem oczyma wyobraźni te zastępy Japończyków bięgnących w kimonie do pracy (czy jak to oni nazywają).
"...Ma to ułatwić przetrwanie letnich upałów. Zachętom do nieformalnego ubierania się towarzyszy bowiem postulat, aby biurowe klimatyzatory ustawiać na wyższe temperatury. Kampania ma na celu zmniejszenia energii zużywanej przez klimatyzatory..." - gazeta.pl
Czyli po staremu. Niby buntowniczo, niby wbrew stereotypom, ale wszystko jakoś wróci do normy. A może będzie gorzej, bo i dziś słyszymy o przypadkach "karoshi" - śmierci z przepracowania. Jeżeli biedaczkom podgrzejemy atmosferę, będą padać jak małe muszki. A pamiętajcie, Japończycy. Nie ma Was tak dużo, jak Chińczyków.
niedziela, 28 maja 2006
Wiatr, zimno i chłód
Kiedy wreszcie papież zdecydował się na pielgrzymkę do Polski, przywitały go gorące serca i bardzo zimne warunki pogodowe. Deszcz, zimno, wiatr i chłód przymroziły pielgrzymów podczas wielkich religijnych masówek. Trochę szkoda, bo choć taki Małysz ma w zwyczaju narażać swoich kibiców na zamarznięcie, to jednak papież chyba potrzebuje cieplejszego klimatu. Majówki. Majowki trochę zabrakło.

Dlaczego marudzę? Bo w takich Chinach jest lepiej. Gdy tam były chmury i deszcz, to samoloty rozgoniły niepogodę, metodą siłowo-naukową.
piątek, 26 maja 2006
Ustawa imigracyjna
"...Ustawa imigracyjna USA nie przewiduje stworzenia nielegalnym przybyszom "ścieżki do obywatelstwa", natomiast zobowiązuje władze do zbudowania muru długości około 1100 km na granicy z Meksykiem..." - gazeta.pl
Producenci betonu w USA zacierają ręce, choć pewnie i tak betonu w USA nigdy nie brakowało. Płot na granicy z Meksykiem nie powstrzymywał nikogo, ale betonowy mur może okazać się równie nieskuteczny. Pod betonowym murem można dokonać wykopu, a w ostateczności ominąć go drogą morską.

Tak czy inaczej mury wciąż powstają. W Izraelu, w USA i kto wie gdzie jeszcze. Mury zawsze były, od chińskiego po berliński. I pewnie będą. Zawsze znajdzie się ktoś kto powie "nie chcemy tu was". Tak przy okazji, Polacy pojadą do USA bez wiz. Ale po co, bo można jechać tylko na krótko.
poniedziałek, 22 maja 2006
Britney gubi dziecko
"...Piosenkarka wychodziła z hotelu, trzymając w dłoni drinka. Drugą dłonią podtrzymywała swojego synka, Seana Prestona. Kiedy próbowała przecisnąć się przez tłum gapiów, nagle potknęła się i nieomal wypuściła syna z objęć.(..) Przed kilkoma dniami media podały, że jadąc kabrioletem piosenkarka co prawda posadziła swoje dziecko w foteliku - ale tył na przód..." - gazeta.pl
Żyje się, żyje, co? ;-) Wielki świat i wielkie pieniądze. Wieli show i - niestety - prawdziwe zdolności rozrodcze głupiej baby. Britney się z kimś zapłodniła i urodziła bachora. Stało się. Bachor będzie miał trudne dzieciństwo, ale ja go nie żałuję. Nawet gdyby go upuściła, jego życie będzie lepsze od życia dziecięcych sierot z Rosji czy Brazylii.

Wskazuję na artykuł tylko po to by podkreślić głupotę różowej gwiazdki. No i chcę przypomnieć, że czasem bogate urodzenie to nie zawsze błogosławieństwo.
niedziela, 14 maja 2006
Kto się boi kaczek
Groźne oczy Piłsudskiego spoglądają na czytelnika głównej strony Gazety.pl. Wielki zamach majowy tego wybitnego żołnierzyka był krwawy. Kosztował życie 215 żołnierzy i 164 cywilów. 900 warszawiaków poniosło rany (wg Wikipedii). Podpis pod zdjęciem sugeruje, że prezydent Kaczyński zrobiłby podobnie. Aż kliknąłem to zdjęcie ze strachu.
"...Kaczyński: Gdybym jakimś cudem znalazł się w tamtych czasach, poparłbym zamach marszałka Piłsudskiego. Ale oczywiście dziś nikt sobie nie wyobraża, by w kraju Unii Europejskiej można było wyprowadzić czołgi na ulice..." - gazeta.pl
Okropne. Wyciąć trochę z jednej strony, dokleić coś z drugiej. Przyozdobić strasznym zdjęciem i "wszystko wiadomo". No jak widać tzw. prawda obiektywna jest inna.

Apel do yntelygencji warszawskiej. Nie bójcie się kaczek. Wiem, że ktoś Was sprawnie kaczkami straszy, ale myślcie, proszę, myślcie i nie bójcie się. W końcu jesteście tzw. yntelygencją.
środa, 10 maja 2006
Pamela Anderson jest...
...nadzwyczaj popularna.
"...Cieszy się nieustannym uwielbieniem i czołowymi miejscami na listach najseksowniejszych kobiet świata. Jednak jej reputacja biuściastej blondynki była, jak twierdzi, starannie przez nią tworzona przez lata. "To największy sekret mojego uroku. Człowiek, od którego niczego się nie wymaga, nie może nikogo rozczarować, więc wystarczy, że skleci pełne zdanie i już wywołuje zachwyt", mówi..." - onet.pl
Pomyślałem o tym dopiero teraz. Pamela Anderson to jedna z najpopularniejszych postaci medialnych lat 90. Ale... Jak to, przecież tak naprawdę grała tylko w durnowatym serialu "Słoneczny patrol". Potem grała w jeszcze bardziej durnowatym serialu "VIP". No i w cienkim filmie "Żyleta".

Skąd ta popularność? Przecież jest wiele piersiastych blondynek, które lubią się rozbierać. Czyżby w Pameli było coś szczególnego? Czyżby promocyjną rolę odegrały media i internet? Nie rozumiem, nigdy nie zrozumiem.
14:48, paul1981 , Media
Link Komentarze (8) »
sobota, 06 maja 2006
Polysz byznes
"...Największym zaskoczeniem dla autorów raportu było to, że aż 28 proc. pracowników polskich film gotowa jest załatwiać interesy w... klubach go-go i agencjach towarzyskich. W Europie Zachodniej trzykrotnie mniej pracowników dopuszcza taką możliwość. Akceptowanie w Polsce takich zachowań wynika z "kultury" robienia interesów. Rozrywka i suto zakrapiane kolacje były jednym z istotnych elementów towarzyszących rozmowom biznesowym..." - gazeta.pl
Cóż to za rozmowy biznesowe. Stachu klepie po plecach Henia, a Heniu Stacha. Potem dogadują się jak ma być rozpisany przetarg, gdzie pojadą na wakacje, komu posmarować, kto zje największą kiełbachę, od kogo dostać kredyt po koleżeńsku, jakie wino otworzyć, kto będzie polecony do rozmów z Chińczykami.

Żenujące. Tego typu biznesmeni nie mają prawa bytu w zdrowej gospodarce. Na ciężkim wspólnotowym rynku będą żywcem zjedzeni przez duże koncerny, gdzie liczą się wielkie pieniądze, a nie wino w restauracji czy parówa z grilla. I bardzo dobrze.
środa, 03 maja 2006
123 godziny przed mikrofonem
"...Aż 123 godziny spędził przed mikrofonem prezenter radia Bbsi z Alessandrii na północy Włoch, bijąc tym samym rekord świata. 32-letni didżej Stefano Venneri rozpoczął audycję 26 kwietnia o godz. 6 rano, a zakończył ją w poniedziałek o 9 rano..." - gazeta.pl
Sprawia wrażenie głupka. Nie z twarzy, ale z samego pomysłu. Osobiście niewiele sypiam (i w dziwnych porach), ale 123 godziny to lekkie przegięcie. Cóż to był za program, pod koniec nadawania? Jakieś mrukliwe jęczenie, ziewanie, marudzenie... Poza tym nikt nie wie czy nie przysypiał w czasie piosenek...

W 1939 polscy oficerowie mieli sporo zmartwień podczas kampanii wrześniowej. Ciągłe ataki z powietrza, tempo rozwoju wydarzeń i dramatyzm sytuacji wymuszały skrócenie snu do 1-3 godzin. Przez cały miesiąc. I jakoś nie uznano to za rekord świata. A wojnę trudniej prowadzić niż program muzyczny.
niedziela, 30 kwietnia 2006
Wywalanie LeMa i innych
"...Dziś kamienicę przy ul. Freta opuszczą sąsiedzi klubu Le Madame: galeria Ona i salonik prasowy. (...) Właściciele klubu i sąsiednich lokali nie mieli umów z miastem. Zakład Gospodarowania Nieruchomościami nie wystawiał faktur za korzystanie z pomieszczeń. - Gdy wreszcie wystawiono prawidłowo dokumenty, w jeden dzień zapłaciłem ok. 55 tys. zł - opowiada Zbigniew Krawczyk, współwłaściciel galerii Ona i kawiarni.
Choć właściciele zapłacili miastu żądane kwoty, urzędnicy kazali opuścić lokale..." - gazeta.pl
Wywalenie LeMa to jedna sprawa. Ale tu nie chodzi o politykę. To fascynujące, że w centrum miasta są lokale, które ktoś zajmuje bez umów. W najpiękniejszych zakątkach stolicy można prowadzić działalność nie mając uregulowanej sytuacji prawnej. Pięknie, co?
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30